Wrażenia z Bety Battlefielda V

Wrażenia z Bety Battlefielda V
EA DICE

Wielu fanów serii Battlefield ucieszyła wieść na temat udostępnionej niedawno bety kolejnej jej odsłony, tym razem sygnowanej rzymską cyfrą V. Cała zabawa miała miejsce między 6 a 11 września, co poniektórzy mogli się jednak cieszyć grą nieco wcześniej, jeśli tylko udało się im załapać do wczesnego dostępu. Niezależnie od posiadanego urządzenia: konsoli nowej generacji od Sony, Microsoftu czy dla właścicieli komputerów osobistych serwery stanęły otworem, a chmary zapalonych żołnierzy wyruszyły na cyfrowe pole bitwy powalczyć o kontrolę na mapach. Osobiście dość mocno zainteresowałem się tematem, głównie ze względu na tematykę, którą gra tym razem sobie obrała — powrót do II wojny światowej.

Po wielu kontrowersjach związanych z filmami i zapowiedziami dotyczących materiałów dostępnych w internecie, w tym także samego trailera z niesławną „panią z protezą ręki” chciałem na własnej skórze doświadczyć, czy rzeczywiście mamy się czego obawiać jako gracze. Jako że kolejne części Battlefieldów skupiały się głównie na rozgrywce sieciowej, choć mniej skierowanych na e-sport, a bardziej rozgrywkę zorientowaną na rozrywce, postaram się Wam krótko opowiedzieć o swoich odczuciach i uwagach, jakie miałbym w tym momencie dla twórców produkcji.

bfv4

Do dyspozycji zostały nam oddane dwie większe mapy: Narvik — górzyste, pokryte śniegiem tereny z niewielką ilością zabudowań, na których walczyliśmy kolejno w trybach Conquest i Grand Operations oraz fragment miasta Rotterdam przeznaczonego wyłącznie dla tego pierwszego. Główną rolę w działaniach w każdej z lokacji odgrywała piechota z jedynie szczątkowym wsparciem oddziałów pancernych, i tak, choć jestem ogromnym fanem walki na niewielkich, często zamkniętych przestrzeniach, byłem tym faktem troszeczkę zawiedziony. Battlefield w porównaniu do innych, znanych marek shooterów takich jak choćby Call of Duty zawsze wyróżniał się pokaźną ilością dostępnych na mapach pojazdów bojowych. Helikoptery, czołgi, pojazdy pancerne z ulokowanymi na dachu ciężkimi karabinami maszynowymi czy nawet popularne ostatnio sterowce — przy okazji każdej odsłony, beta starała się promować tytuł, dając nam przedsmak tego, co czeka nas na rozległych mapach. Te, które zostały nam pokazane, zdają się odchodzić od tej zasady, nie będę ukrywał, że drastycznie brakowało mi tego elementu.

Jeśli natomiast skupimy się na lokacjach bez pryzmatu tego, co mieliśmy okazję widywać wcześniej, to nie wypadają one szczególnie źle. Różnorodność terenów zastała tutaj zachowana, a i graficznie wcale nie odstają one od innych współczesnych produkcji. Ściany sypią się aż miło, ziemia trzęsie się od pokaźniejszych eksplozji, żołnierze starają się ponownie okopać w bardziej zniszczonych budynkach, a gdzieś tam w tle słyszymy kanonadę dział puszczoną do przelatującego nad naszymi głowami samolotu. Jeśli chodzi o zachowanie klimatu to ścieżka dźwiękowa, bez wątpienia, wykonuje tutaj całą robotę. W żadnej innej produkcji nie czerpałem tak wielkiej przyjemności z nakładania na głowę dobrych słuchawek w oczekiwaniu na to, co miało za moment pojawić się na ekranie.

bfv2

Szczególne wrażenie zrobił na mnie początek rozgrywki w trybie Wielkich Operacji, kiedy to w zależności od tego, po której stronie staliśmy — przyszło nam bronić się przed nadlatującymi oddziałami wroga jako żołnierz armii niemieckiej lub podczas ciągłego ostrzału z ziemi wyskakiwać z płonącego samolotu wprost na pozycję przeciwnika jako angielski desant. Sukces lub porażka determinowany był przez ilość germańskich dział wciąż funkcjonujących na polu bitwy pod koniec starcia. Niezależnie od tego, jak nam poszło, walka była wciągana głębiej w stronę lądu, gdzie biliśmy się o władze nad konkretnymi punktami na mapie. Dopiero wtedy drużyna angielska zgarniała premię w postaci zasobów ludzkich zależnych od wydarzeń z poprzedniego starcia.

Dostępnych wojaków po raz kolejny mamy dokładnie cztery klasy: szturmowca, medyka, żołnierza wsparcia oraz zwiadowcę, każda z dostępnym wyłącznie dla niej zestawem narzędzi niezbędnych do poradzenia sobie w boju. Jak się można spodziewać, największą popularnością cieszyła się klasa szturmowca wyposażona nie tylko w całkiem potężne karabiny, ale także i materiały wybuchowe przydające się do walki ze zmechanizowanym wrogiem, najmniejszym natomiast wzięciem wśród graczy bety charakteryzowała się niestety klasa wsparcia, którą zwyczajnie nikt nie zaprzątał sobie głowy. Rozlokowane w punktach kontrolnych gigantyczne skrzynie z amunicją zapewniały graczom wystarczającą ilość pocisków do zebrania, dlatego jej mobilny dostawca stał się zbędny. Podobna sytuacja tyczy się medyka, lecz w mniejszym stopniu. Otóż każdy z graczy jest w stanie nosić przy sobie teraz zestaw leczący, który poniekąd obniżył znaczenie tej właśnie klasy, dostępny podobnie jak w przypadku skrzyń z nabojami przy punkcie przejmowania na mapie.

bfv5

Największą zmianą, jaka zaszła przy okazji klasy zwiadowcy, choć nie do końca, jest fakt przemodelowania starego systemu oznaczania wrogów. Kiedyś ustawiając linię celowania na wrogu, po wciśnięciu specjalnego klawisza mogliśmy przekazać naszym kompanom informację, w jakim miejscu znajduje się wróg lub nieprzyjacielska maszyna poprzez ustawienie nad nią specjalnego znacznika. Przyklejony do wroga zbitek pikseli dawał nam znać o jego dokładnej pozycji, a nawet częściowej drodze przemieszczania się. Mechanika ta w najnowszej odsłonie Battlefielda została zredukowana do tego stopnia, że gra zajmuje się tym automatycznie, jeśli tylko wróg znajdzie się w naszej linii celowania. Na pewno jest to potężnym ułatwieniem w stronę graczy, ale osobiście byłem większym fanem „manualnego” informowania sojuszników o zagrożeniu.

W dodatku część z serwerów zdawała się tę opcję wyłączyć całkowicie, przez co niejednokrotnie miałem wrażenie, że owa funkcja została całkowicie usunięta z zawartości tytułu przy pierwszym kontakcie. Zamiast tego mamy do dyspozycji wielki pomarańczowy proporzec z napisem „uwaga, niebezpieczeństwo”, który możemy swobodnie rozlokować na mapie. Nie jest to w żadnym stopniu minus gry, gdyż wymaga jedynie nieco bardziej taktycznego podejścia do zabawy.

Poza tym podobnie jak w przypadku wydanej nie tak dawno gry Star Wars: Battlefront II po stworzeniu własnego lub zapisaniu się już do istniejącego składu nasz dowódca będzie w stanie kumulować punkty, które później zostaną spożytkowane w celu wezwania jednego z kilku rodzajów wsparcia ze strony bazy. W udostępnionych przez twórców mapach mógł to być zrzut z zaopatrzeniem, potężny czołg bojowy „Krokodyl” oraz możliwość wezwania ataku bombowego na wskazany obszar. Większość drużyn korzystała oczywiście z tej drugiej opcji ze względu na bardzo mocno ograniczony dostęp do wszelkiej maści mocniejszych pojazdów pancernych.

bfv1

O samych wehikułach nie za wiele będę miał w tym momencie do dodania, największą różnicą, jaka rzuciła mi się w oczy, jest limit amunicji, zastosowany w przypadku czołgów, który dotyczący kierującego. Raz na jakiś czas jesteśmy zmuszani do powrotu na kontrolowane pozycje w celu uzupełnienia pocisków, jeśli tego nie zrobimy, naszą jedyną linią obrony będą karabinki ulokowane po bokach lub też na czubku pojazdu, a w przypadku „Krokodyla” także miotacz płomieni, jednakże wszystkie wymagające obsługi dodatkowych członków załogi.

Błędy techniczne towarzyszące każdorazowo becie Battlefielda nie stanowiły jakiejś większej przeszkody do czerpania z niej przyjemności, poza tym zostaną one zapewne szybko naprawione do momentu dnia wydania produkcji, jak to zawsze miało miejsce, bardziej skłaniałbym się z prośbą do EA DICE o udoskonalenie balansu drużyn, tak by rozgrywka każdą z nich sprawiała jednakową przyjemność. Przegrywające drużyny niejednokrotnie nie mają zupełnie żadnych szans na wydostanie się z dołka, będąc coraz bardziej dociskane przez wroga.

Z niecierpliwością będę wypatrywał premiery najnowszej odsłony gry z serii Battlefield, nie tylko ze względu na to, co zwyczajowo miała nam ona okazję prezentować, ale także kolejne spojrzenie twórców na tryb Battle Royale, który jest właśnie w fazie przygotowań. Wiele firm próbowało uszczknąć nieco sukcesu dla siebie z wielkiej wygranej, jakimi okazały się gry Fortnite oraz Playerunknown's Battlegrounds i tutaj także go nie zabraknie. Mam nadzieję, że w listopadzie zobaczymy się na polu bitwy!

Podobne publikacje
Platforma treningowa GetSkill używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Więcej o zasadach.